grudzien

Wydarzyło się w grudniu

Grudzień był najlepszym miesiącem w tym całym pokręconym roku.

Działo się u mnie

W życiu bym nie pomyślała, że w przeciągu jednego miesiąca moje życie może obrócić się o 180 stopni. Nie chcę wylewać tutaj zbyt dużo prywaty. Moi przyjaciele i inne bliskie mi osoby wiedzą przez co przeszłam i co mnie spotkało.

Zamknęłam bardzo waży i bardzo dobry rozdział w swoim życiu prywatnym. Cieszę się, że właśnie tak się stało. I dodatkowo cieszę się, że nie była to jednostronna decyzja, a decyzja właściwie podjęta wspólnie. Grunt to realizować się i być szczęśliwym z właściwą osobą, we właściwym miejscu.

W grudniu otworzyłam się bardziej na siebie i skoncentrowałam się bardziej na swoich potrzebach i pragnieniach. Zaczęłam regularnie chodzić na Aqua Zumbę, znowu wróciła potrzeba Pole Dance i zapisałam się na konwersacje z języka angielskiego – chcę to wszystko pięknie kontynuować w tym roku, bo sprawia mi to masę radości.

Otworzyłam się też na nowe znajomości. W życiu nie poznałam tak wielu ludzi w tak krótkim czasie. Grono bliskich mi ludzi powiększyło się co najmniej dwukrotnie.  Odnowiłam też znajomości ze studiów – sądziłam, że będzie to dość trudne, jednak byłam mile zaskoczona. nie bez powodu mówi się, że z ludźmi poznanymi na studiach buduje się najtrwalsze relacje.

Byłam w kinie na trzeciej części „Hobbita”. Udało mi się kupić bilety na drugi dzień premiery. Ten film mnie po prostu oczarował, podobnie jak poprzedzające go dwie pozostałe części. Epickość scen bitewnych, muzyka, wątki… trudno mi dobrać słowa, by opisać swój zachwyt. Kto jeszcze nie był w kinie, a zastanawia się czy pójść – gorąco polecam i zachęcam – na pewno się nie rozczarujecie.

Wszystko wyżej wymienione zaowocowało spontanicznym wyjazdem na Sylwestra do Zakopanego. Dzień przed wyjazdem powstał pomysł, spakowałam się, kupiłam bilety i 31.12. o godzinie 8:26 jechałam już pociągiem do Warszawy, a z Warszawy do Zakopanego. Spędziłam tam 2 dni z trójką cudownych osób. Nie zapomnę tego wyjazdu do końca życia. Dodatkowo zakochałam się w górach – na pewno pojadę tam przy okazji następnego urlopu. Może latem.

Działo się na blogu

Na blogu działo się niewiele. Może dlatego, że w moim życiu prywatnym był taki kocioł i to wszystko musiało znaleźć gdzieś równowagę? Opublikowałam tylko jeden post, w którym spisałam listę swoich 100 marzeń. Część napisana jest z przymrużeniem oka, ale większość jak najbardziej serio. Mam dużo marzeń i jeszcze więcej planów – chcę w roku 2015 zrealizować ich możliwie najwięcej.

Moja aktywność w social media jednak nie ucierpiała kosztem mojego życia prywatnego, wręcz przeciwnie. Mój profil na Instagramie pięknie się rozwinął i rozwija się nadal. Spróbowałam też podejścia numer dwa do Twittera. Możecie i tam do mnie zajrzeć – zobaczymy, czy uda mi się go rozkręcić – tak czy siak, na pewno nie będziecie się tam nudzić.

Blogowe statystyki oczywiście nadal rosną. Mój blog, to grzeczne dziecko – troszczy się samo i siebie.

Wydarzy się w styczniu

Planów na styczeń mam całą masę. Wszystkie zrealizuję:

  • Aqua Zumba raz w tygodniu,
  • Pole Dance raz w tygodniu,
  • konwersacje z angielskiego,
  • wizyta u przyjaciółki we Wrocławiu,
  • mega koncentracja w pracy, by nauczyć się jak najwięcej nowych rzeczy,
  • nauka Excela,
  • spędzanie więcej czasu ze znajomymi, nie tylko w pracy,
  • podtrzymywanie znajomości z przyjaciółmi z Niemiec,
  • koncentrowanie się bardzo bardzo na sobie 🙂

A co słychać u Was? Jak zakończyliście rok 2017?